Do analizy biznesowej nie trafiłem od razu — miałem za sobą solidne doświadczenie w bankowości, nie w IT, po stronie biznesu. Ale w tej pracy nieustannie musiałem kontaktować się z działem IT i innymi strukturami technicznymi. I był tam rozdźwięk, który nie dawał mi spokoju.

Rozdźwięk to sytuacja, w której ktoś podaje ci termin realizacji, estymację, „jedyną możliwą” opcję — a ty nie masz jak sprawdzić, czy to prawda, czy po prostu zbywają cię wygodną odpowiedzią. Mówią ci „to niemożliwe”, zamykają inne drogi i sprzedają jedną opcję — tę wygodną dla strony realizującej, nie dla ciebie. Albo wierzysz na słowo, albo sam to ogarniasz.

Wybrałem to drugie. Stąd wzięło się zainteresowanie przejściem do IT — nie jako zmiana zawodu sama w sobie, ale jako reakcja właśnie na ten rozdźwięk. Poszedłem uczyć się frontendu. Nie po to, żeby zostać developerem — tego nie potrzebowałem. Ale po to, żeby wreszcie rozumieć, gdzie kończy się prawdziwa złożoność, a zaczyna wygodna odpowiedź, którą sprzedaje się jako jedyną możliwą.

Bliżej developmentu się nie znalazłem. Za to znalazłem zawód, którego jedynym zadaniem jest stać na granicy między biznesem a IT i mówić językiem obu stron. Business Analyst.

Wejście wygląda prosto. To iluzja

Z zewnątrz wydaje się, że w BA wszystko jest proste. Jest książka — BABOK. Jest metodologia. Bierz i się ucz.

Otwierasz — i wszystko się sypie. BABOK nie opowiada historii. Wylicza techniki. Piętnaście sposobów wydobywania wymagań w jednym suchym akapicie, bez ani jednego przykładu, jak to wygląda na prawdziwej rozmowie z interesariuszem, który sam nie wie, czego chce. Czytasz — i nie rozumiesz, o co chodzi. Nie dlatego, że jesteś głupi. Tylko dlatego, że tekst nie został napisany po to, żebyś go zrozumiał, tylko po to, żeby zapisać wiedzę, którą już powinieneś mieć.

I na tym polega haczyk. Nawet jeśli wykujesz każdą technikę na pamięć — to i tak nie złoży się w tydzień prawdziwej pracy. Jedno to znać słowo „priorytetyzacja”. Drugie to wiedzieć, co robić w poniedziałek rano, kiedy klient chce wszystkiego naraz, a na dyskusje nie ma czasu.

Między książką a codziennością pracy BA nie ma luki w wiedzy. Jest luka w doświadczeniu, której żadna książka fizycznie nie zapełni.

Dla kogo to piszę

Dla dwóch grup ludzi.

Dla juniorów — bo potrzebujecie łatwiejszego wejścia. Nie tylko w praktykę. W teorię też — przede wszystkim w nią. Połowa tego, co jest napisane w podręcznikach, nie będzie wam w ogóle potrzebna w pierwszym roku pracy.

I dla osób zmieniających branżę — bo sam byłem w tym miejscu. Nie szukacie certyfikatu. Szukacie zrozumiałego zestawu zadań w zamian za niepewność, w której teraz żyjecie.

Co Itera robi zamiast podręcznika

Teoria mówi: „waliduj wymagania z interesariuszami”. Kropka, następna technika.

Praktyk mówi: oto trzy pytania, które trzeba zadać klientowi na tej samej rozmowie, żeby za tydzień się nie rozmyślił. Oto jak wygląda spór o priorytety, kiedy budżet i terminy są już zatwierdzone. Oto co się dzieje, kiedy twój diagram BPMN nie zgadza się z tym, co naprawdę robi zespół.

Na tym polega różnica. Nie powtórzenie metodologii innymi słowami — tylko rozbiór tego, co dzieje się w prawdziwym projekcie, od kogoś, kto w nim pracuje, a nie o nim wykłada.

Tak, część treści jest teraz skierowana na poziom Middle. Jeśli jesteś juniorem — nie przestrasz się tym. Sens patrzenia na case’y na poziomie Middle nie polega na zdaniu egzaminu już teraz, tylko na tym, żeby wcześniej zobaczyć prawdziwą poprzeczkę branży, a nie dopiero po dwóch latach rozczarowań.

Gdzie jesteśmy teraz — bez upiększeń

Niczego nie sprzedajemy. Przynajmniej na razie — to pewne 😉

Dzielimy się punktem widzenia, doświadczeniem i jednym konkretnym narzędziem. Pierwszą rzeczą, którą zrobiliśmy, był darmowy bot na Telegramie, w którym można ćwiczyć odpowiedzi na prawdziwe pytania z realnych rozmów kwalifikacyjnych. Nie wymyślone, nie „przybliżone” — te, które naprawdę padły w pokoju.

To za mało, żeby ogarnąć cały zawód. Ale wystarczy, żeby zrozumieć, dokąd iść dalej — jaki temat przeczytać jako następny, jeśli nie wiesz, czym jest STAR albo czym MoSCoW różni się od Kano. Bot na razie nie jest kursem. Jest kompasem.

Kurs budujemy jako kolejny krok — z 11 modułów gotowy jest na razie jeden. Nie dlatego, że nie zdążyliśmy. Dlatego, że nie chcemy wypełniać przestrzeni treścią dla samej treści, zanim będziemy gotowi powiedzieć o danym temacie coś, co naprawdę działa w praktyce.

Chcesz wiedzieć, od czego zacząć?

Darmowy bot na Telegramie z prawdziwymi pytaniami z rozmów kwalifikacyjnych

▶ Otwórz bota

Dalej będziemy systematyzować wiedzę temat po temacie. A jeśli się uda, ta sama zasada kiedyś obejmie nie tylko BA — każdy zawód w IT, w którym wejście wygląda prosto, a w rzeczywistości takie nie jest.

Co dalej

Dalej na blogu będę rozkładał na czynniki pierwsze konkretne pytania i case’y: które pytania najczęściej pogrążają na rozmowie na poziom Middle, czym MoSCoW różni się od Kano w praktyce, jak przeczytać diagram BPMN w pięć minut, co naprawdę trzeba zrobić, żeby wyrosnąć z Juniora na Middle. Bez ogólników — tylko to, co przyda się w poniedziałek w pracy.

Najczęstsze pytania

Czym Itera różni się od kursu BABOK?

Itera nie powtarza BABOK innymi słowami — kurs jest budowany na podstawie realnej bazy pytań z prawdziwych rozmów na poziomie Middle, a nie abstrakcyjnego programu szkoleniowego.

Czy trzeba już być Middle BA, żeby zacząć?

Nie. Bot działa dla każdego poziomu — juniorom ułatwia wejście, a case'y na poziomie Middle pokazują realną poprzeczkę branży wcześniej, a nie dopiero po dwóch latach rozczarowań.

Czy dostęp do bota jest płatny?

Pierwszy moduł i codzienna praktyka w bocie na Telegramie są darmowe — karta nie jest wymagana, monetyzacja może pojawić się później, ale nie teraz.

Z ilu modułów składa się kurs?

Z 11 modułów, zbudowanych od dołu na podstawie realnego rozkładu tematów w bazie pytań. Na razie gotowy jest jeden, reszta jest w przygotowaniu.